• Wpisów:213
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 21:22
  • Licznik odwiedzin:4 735 / 1121 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Serio, zaraz najebie tu glupot bo jestem 100% pijana. czytajcie, to wasza jedyna wasza jedyna (dotychczas) szansa podziwiania Dollci total najebanej.
|

Doll*
 

 
Jest 4 nad ranem, Remo (tudzidzież: ME... XD) siedzi na kompie, pisze na czatach, kompletnie pijana, z czkawką pijaka. Ale żyję. Nie martwcie się...
 

 



Kochano mamo...
Piszę list:
jest mi tutaj dobrze,
Siostry opiekują się mną i jestem szczęśliwa.
Chcę żebyś wiedziała, że...
Wracam do zdrowia.

A póki co... uczę się żyć!

Tak, dokładnie tego słuchałam w szpitalu. Chciałabym tam wrócić. Nikt nie kazałby mi jeść, po prostu leżałabym i myślała o nieskończoności.
 

 
Długo mnie nie było...

Wczoraj byłam w szpitalu. Zemdlałam podczas konkursu, było 30 szkół, oprowadzałyśmy z Rudą grupę z Opolskiego. Padłam nagle przy dyrce i wszystkich nauczycielach od zawodowych. Jedna z nich odwiozła mnie samochodem do domu. Znów zemdlałam, przyjechało pogotowie. Zabrali mnie, kroplówki, cała noc w szpitalu, rozmowa z psychiatrą, wystawiona opinia, WELCOME ANA. Od wczoraj mam oficjalnie ANOREKSJĘ. Już mam wyznaczoną wizytę u mojej ostatniej psychiatry.


 

 
W przeciągu tygodnia wszystko zdążyło się posypać. Znów zaczęłam ćpać i odchudzać się. Tak. Skończyłam się jarać naszym związkiem po 2 tygodniach. Mimo, że jest miło, to nie mam motywacji, żeby wychodzić razem. Kiedy już wychodzimy, jest super, ale choć to wiem, nie mam zapału.

Dostałam, co chciałam.

Kiedy życie jest zbyt lekkie i wszystko dostaje się od ręki, przestajesz to doceniać.


 

 
Drogi Ryśku, zapraszamy Cię tu!

Było to pewne, że Rysiek dostanie mandat. Stwierdziła, że gdy wejdzie kanar, skasuje bilet, jeśli nie, to nie. Rozumiem, oszczędzać, nie mieć pieniędzy. Ale od razu miałam w głowie "Ale idiotka". Kiedy więc kanar wsiadł, Rysiek niemal patrząc mu z premedytacją w oczy, skasowała bilet. kanar podszedł i "szkoda tego biletu"... Dostała najwyższy mandat. Można powiedzieć, że się ucieszyłam, bo może w końcu przestanie być głupio-mądra. Należało jej się.
 

 
A teraz gość specjalny... RUDA!

Zawsze, gdy razem wychodzimy na wagary, musi ją coś dziwnego spotkać.

Raz podeszła do nas babka koło 40 i spytała, czy chcemy wziąć udział w ankiecie. Ja milczę, Ruda zerka na mnie, wzruszam ramionami. Wchodzimy do starego budynku przy Manhattanie, wsiadamy do windy. Babka objaśnia nam, że Ruda ma 22 lata, ja 17, mamy nie podawać prawdziwych info o sobie, telefonu, imion czy adresu. Ruda wzięła udział w ankiecie dot. Góralków. Czy smaczny, czy wystarczająco kremu, czy krem nie za gęsty, czy dostatecznie dużo czekolady... Ja oglądałam reklamy (z racji tego, że jestem wiecznie na diecie) i miałam je opisać, czy jest irytująca, przeciętna, ciekawa etc, a później opisać ulubioną reklamę, co z niej zapamiętałam, dlaczego kojarzy mi się z daną firmą.

Innym razem Ruda nie miała przy sobie karty miejskiej, dostała 15 zł mandatu. Właśnie miałyśmy wysiąść, kiedy to jakaś starsza pani podeszła do nas z obłędem w oczach. Ja wysiadłam natychmiast, nie odpowiadając na pytanie skierowane do Rudej, Ile dostała mandatu. Ruda, że 15zł i też wysiadła. Drzwi były jeszcze otwarte, gdy pani próbowała wcisnąć Rudej 5 dych ze słowami "Masz, zapłać". Ruda: Nie, ja mam pieniądze!

Później pluła sobie w brodę, że nie przyjęła pieniędzy...
 

 
"Ana let's go for coffee... No stay away from me Ana, I don't want you, get away. Come here, come here.. Go away. "

Wciąż mamy bekę z mamą przez ten cytat xDD

Wracając do tematów z nocy

Gościnnie o metalach. Szliśmy jedną z głównych ulic miasta i zaczepiło nas. Chcieli drobnych na jabola. Alex odmówił, a oni człapali za nami, aż jeden zawołał "Mała, masz super włosy!". Zacisnęłam mocno usta, Alex objął mnie i szliśmy dalej.
 

 
Przechodziliśmy wtedy przez ulicę. Samochód przejechał tuż przed nami i z otwartego okna zawołał do mnie jeden z oszołomów siedzących w nim : "eej, ładna jesteś różowowłosa wariatko!" Kolejny facet, który zaczepił mnie tego dnia. Nie wytrzymałam. Psychicznie męczy, gdy na każdym kroku ktoś się do ciebie przywala/zaleca/podrywa. Nie jest to już urocze, zabawne i nie jest oznaką "jestem sexy i mam branie". Kiedyś tak było, teraz sprawia przykrość.

Musiało to wyglądać jak w anime. Czas zatrzymał się na ułamek sekundy, nic wokół nie było, tylko moja gwałtowna reakcja.

Nan... Nando? - Wyszeptałam jakby do siebie.

Alex myślał, ze się śmieję. Jakież było jego zdumienie, gdy spojrzał na mnie i zobaczył ŁZY szklące się w moich oczach. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić, ukrył mnie w swoich ramionach.


 

 
Kolejny odcinek z Alexem w roli głównej. Gościnnie pojawi się Ruda oraz Rysiek, dwóch metalowców a także Axl, ale o tym później.

Cały dzień łaziłam z matką po sklepach, trageeeedia. O 20 dopiero spotkałam się z Alexem i poszliśmy na schody. Niestety, te były zajęte przez jakąś parkę. Minęliśmy ich i poszliśmy na dachy garaży. Mijając tę dwójkę doszedł nas ich śmiech. Alex zauważył "czy to nie są lesby..?" a ja na to "a my to co..?". Później siedzieliśmy na betonowym dachu, leżeliśmy, całowaliśmy się, patrząc na miasto rozświetlone wieczornym blaskiem.

Później jeszcze się przeszliśmy, pytał, czy chciałabym coś dostać na dzień kobiet; wcześniej pytał, czy obchodze to święto, na co ja "owszem, obchodzę. Szerokim łukiem". Wie, że krępuje mnie dostawanie prezentów, ale stwierdził: "kiedy kobieta mówi, że nie chce prezentu, to znaczy że chce, takie "wykaż się"... Dziewczyna mówi nie, to to zazwyczaj znaczy tak, a tak znaczy nie... *widząc moje spojrzenie* No tak, nie lubisz uszczęśliwiania na siłę!"

Tak więc, jutro tylko się spotkamy. Tylko. Aż. Prezenty nie są dla mnie tak cenne, jak czas, który spędzamy razem...


 

 
Wiem, że Alex może mnie zostawić.
Ale nie dopuszczam do siebie tej myśli.
Boję się tego.
Ale chcę odrzucić ten strach i żyć bez żalu.
Jednocześnie jestem świadoma, że rozstanie jest wpisane w każdy związek.

Chcę Go mieć i chcę mu się całkowicie oddać, ale bez skutku ubocznego w postaci ewentualnie złamanego serca.


Impossible.


NIE WIEM, CZY RYZYKOWAĆ WSZYSTKO.
Czy opłacalne będzie odkrycie własnej duszy, serca i marzeń? Powierzenie każdego z cierpień? Porzucenie narzuconych przez samą siebie konwenansów?

NIE ZAKOCHUJ SIĘ. To moja główna zasada. Ale może... W końcu warto otworzyć się na uczucia, namiętność i miłość? Zdobyć mały kawałek sekretnego nieba, składając w ofierze swoje serce i dając możliwość zranić mnie drugiej osobie, gdyby tego chciała?

ZAUFAĆ PIERWSZY RAZ, czy poddać się bez walki, zranić go, wycofać się i uciec?

POZWOLIĆ ZRANIĆ SIEBIE, czy dać jemu broń do ręki?


Oooo chuj, tyle pytań, żadnych odpowiedzi, wpis rozwlekł się na kilometr, idę spać.

I NIE, NIE ZAKOCHAŁAM SIĘ!



 

 
Jednak najgorsze z tego wszystkiego jest, z jaką łatwością tworzymy fantazyjne wzorce wspólnej przyszłości.

Za każdym razem gdy przechodzimy obok salonu sukni ślubnych Marry Me, gadamy o rychłym ślubie, oglądamy przez szybę suknie... Kiedy to robimy, mam wrażenie że gdy Alex patrzy na mnie, widzi mnie na ślubnym kobiercu w jednej z sukienek z wystawy.

To takie proste gdybać o adoptowaniu dziecka/invitro, kiedy oboje znajdziemy pracę, oczywiście już po studiach, żeby jeszcze spłacić kredyt za mieszkanie.

Świadomość, że dziś dzielimy ze sobą zbyt krótkie chwile szczęścia, jutro chcielibyśmy wiązać ze sobą wszystkie plany, nadzieje i marzenia, a pojutrze będziemy próbować o sobie zapomnieć, tak... Ta świadomość, dopuszczenie takiej możliwości jest moją osobistą torturą.

To moja największa obawa. Nie chcę stracić Alexa ani jako przyjaciela, ani jako chłopaka, ani jako opiekuna. Będę z nim tak długo, jak tylko nie będę sprawiać mu cierpienia.

Chcę iść trzymając Go za rękę w niezapisaną przyszłość. Tę przyszłość, w której jest On. Czerpać z tych uczuć i emocji jak najwięcej, żyć z nim jakby jutro nie było możliwości zabłądzić i stracić siebie z oczu. Jakby porażka nie była możliwa.

Jestem szczęśliwa i chcę trwać w tym szczęściu.


 

 
Oooohhh... Dwusetny wpis.

Uczczę to podaniem Wam linka: http://glovestar.pl/index.php plugi czysta krew... Dodatki Alice.. Ciuchy... Stroje kąpielowe..

Alex wciąż jest moją inspiracją by dawać z siebie wszystko i więcej. Oceny niemal same się poprawiły. Z każdym dniem pragnę mieć go bliżej siebie i mieć go bliżej. Ponadto, wyjeżdża pod koniec (najprawdopodobniej) kwietnia do siebie. Później w maju wpadnie do miasta na swoje urodziny. Dalej. Zasuwa do Anglii w wakacje do pracy. Tam dostanie testosteron. Wraca do kraju na studia medyczne, o ile poprawi maturę z biologii.. Trzymajcie za niego kciuki. Sam, jak twierdzi, zmarnował pół roku życia na medycynie biologicznej.

Choć jesteśmy razem szczęśliwi i łączy nas ciężka do określenia więź, dręczy mnie poczucie, że nie potrwa to zbyt długo. Często myślę, że nim miną wakacje, minie i On.



 

 
Jestem taka słaba przez tę siłę, jaką mi daje.

On jest motywacją, nadzieją, siłą, samotnością, bólem, prawdą, słabością, żalem, radością...

Jest porankiem, słońcem, nocą, najjaśniejszą gwiazdą, błyszczącą niczym klejnot w koronie nieba...

Boże, odpierdala mi, robię się twórcza, a nic nie piłam... Idę spać.

Bo on jest wszystkim. <3
 

 
Wszystko, czego chcę, to żeby Alex był szczęśliwy. Najlepiej ze mną.

Nie chcę, żeby mi zależało na nim tak jak jemu na mnie. Nie pogodziłabym się ze stratą.

Najgorsze, że znajomi martwią się o moje zdrowie psychiczne.

Widząc w myślach jego uśmiech sama się uśmiecham.
Słysząc echo jego śmiechu sama chichoczę.

Przypominając sobie jego dotyk - drżę.
Na wspomnienie pełnego uwagi, oddania, namiętności i czułości błękitnego spojrzenia - przestaję oddychać.
 

 
Tak więc, od wczoraj jestem w moim pierwszym OFICJALNYM ZWIĄZKU Z TRANSSEKSUALISTĄ!

Taaa... Jest się czym chwalić.. xD

Ale... Jakoś tak bycie z nią, w przyszłości nim tak okrutnie mnie satysfakcjonuje.

Powoli, powoli napełniam się radością.

Jak tonący, któremu został podarowany ostatni oddech.
  • awatar Zakira Luna: Nie wiem czy jext się czym chwalić...no ale kwestiz gustu, wszystkiego dobrego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przyszedł do mnie SMS. Serce uderzyło gwałtownie, w krew wystrzeliła nadzieja. Nie chcąc jej tracić, przez chwilę poczuć pewność, że to on, nie zerknę na razie kto i co mi napisał.

Może to być przecież (durny, ale tylko na tę chwilę) Rysiek z pytaniem o kolczyk. Muszę się przygotować na opcję, że to nie Alex...


A tym czasem macie mój malunek, DreamGirl...


 

 
Alex wrócił do swojego Szczecinka, jutro lub pojutrze wróci. Jak co dzień, za każdym razem, kiedy się nie widzimy "tęskni". Ja oczywiście nigdy mu tego nie napiszę. Choćbym w oczach miała łzy, choćbym miała krzyczeć, choćbym dniami i nocami widziała jego uśmiech.

*

Od dwóch godzin nie daje znaku życia. Co z tego, że się martwię. Nie ważne, że zaraz rzucę wszystko i wsiądę w pierwszy pociąg jadący do Szczecinka, albo zabiorę klucze do samochodu wujka. Drżą mi ręce, przechadzam się nerwowo po domu, mam zmiany nastroju co pół sekundy. Nie, nie jestem zakochana, mnie to nie dotyczy. Po prostu martwię się o niego jak o każdego innego człowieka. Obawiam się, że mógł się na mnie obrazić za odpowiedź na jego "tęsknię".

Nerwowo zagryzając wargę podskakuję słysząc SMS-a, wiadomość na fb czy choćby powiadomienie. Przełykam zawód przez zaciśnięte gardło i staram się uspokoić kołatające serce.
 

 
Pierwsze nieśmiałe spojrzenia, znaczące uśmiechy. Niepewne przytulenie na powitanie, coraz częstsze i dłuższe z czasem. Szybsze bicie serca, gdy dotknął policzka i odgarnął mi włosy. Jego oddech, uśmiech... To wszystko urzekło.

Bez znaczenia, że jest kimś zupełnie innym niż wygląda. Trans nie trans. To właśnie sprawia, że jest wyjątkowy.

Ukradł moje emocje i ukrył w swoim uśmiechu.

Ach, ten Alex <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Chciałam widzieć w Nim przyjaciela. Nie chcę go stracić. Ujrzałam jego obnażoną duszę, gdy te niebieskie oczy wyszeptały "zależy mi".

Myślałam, że zostaniemy przyjaciółmi. Zależy mi na nim, nie chcę go stracić. Chcę trwać przy nim, chcę go wspierać, być tą małą wyspą pośrodku oceanu. Być ostoją.

Zabawne, ale nie wyszło. Miał być przyjacielem, aż nagle wyjechał z tekstem, że mu się podobam. No, nie powiem, on też mi się podoba. Ale związek może spierdolić przyjaźń, a ja... Ja nie chcę go stracić.

Dziś znów się widzieliśmy, mnóstwo tulenia, to seksualne napięcie między nami, okrutne pożądanie, każdy dotyk przyprawiał mnie o drżenie. Aż w końcu zdobył się na to i pocałował mnie.
  • awatar Adussia: jakie to znajome.. Będzie dobrze! Zapraszam do mnie ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›